Byłam na Futsalu…

autor: Krystyna Frei

Czyli na rozgrywkach w piłce nożnej Ligi Europejskiej osób głuchych, w których m. in. udział brała drużyna młodziutkich dziewczyn klubu Korona Szczecin.

A więc nagle znalazłam się w świecie sportowym. Przed wejściem na sale opasano moja rękę tasiemką – co oznaczało all inclusive. Byłam przygotowana na to, że będę skonfrontowana z panującą w okolicach ciszą, ale szybko się zorientowałam, jaka to pomyłka. Pierwszy mecz grali młodzi chłopcy, gra była bardzo agresywna, czasami przypominała rugby. Sala huczała, zarówno kibice jak i zawodnicy nie oszczędzali strun głosowych. Też miałam okazję zaobserwować, jak paroletnie dzieci porozumiewały się z rodzicami językiem migowym. W pewnym momencie zostałam „rozpoznana” przez asystenta Korony, Pana Pawła, który zabrał mnie do sektora naszych. Po krótkim zapoznaniu się z całą drużyną zaczął się mecz. Postanowiłam zająć miejsce kibica na linii bramki, żeby skutecznie ochraniać od ataków przeciwnika. Niestety, krótka chwila nieuwagi i piłka bezlitośnie, po idealnie prostej znalazła się w siatce. Zrozumiałam, że nie ma żartów i od tego momentu już ani na moment nie spuściłam oka z bramkarki i bramki – broniłam jej z całą kibicowską determinacją… Dopiero na końcu meczu dowiedziałam się, że dziewczyny strzeliły 5 goli. Ale ten pierwszy gol pozostał już w pamięć.

Następny mecz nie był dobry, przeciwniczki były silniejsze i do tego faulowały niemiłosiernie. Nie jest to rozrywka oglądać, jak zawodniczki zwijały się z bólu – ale, o dziwo, w większości przypadków, po jakimś „czary mary” wspaniałej masażystki Edyty – wstawały do dalszej gry.  Wyniku nie napiszę, bo można się załamać. Po meczu poczęstowałam drużynę pączkami, ale miny były jednak niewesołe. W efekcie pozostała szansa grać w sobotę o piąte miejsce.

Czułam, że potrzeba jest więcej kibiców i pomoc przyszła: Ola i Witek. Zawodniczki były „na top”, ani śladu po wczorajszej klęsce – trener Pan Rafał wiedział, co trzeba zrobić. I zaczął się mecz: przeciwniczki Hiszpanki –  o’le arriva. Mecz pełen napięcia, cały czas 1:1, gole padły szybko i później tylko strach o wygraną. Ostatnia minuta, faul Hiszpanki i podyktowany karny. Do tej pory widziałam „11-stki” tylko w telewizji, a tu live i na dodatek z odległości nie więcej jak 11 metrów. Czarno przed oczyma – jest!!! I dziewczyny wygrały! Jaka to emocja!

Po meczu obowiązkowe gratulacje, zdjęcia, które przez cały czas rozgrywek robił Pan Olgierd (na koszulce miał napisane „Media”) i czas pożegnania.

Wyposażyliśmy drużynę w prowiant na drogę, wymieniliśmy sobie wiele uścisków i życzeń. Nasze Stowarzyszenie otrzymało w podziękowaniu za wsparcie finansowe piękna laurkę i klubową koszulkę.

Pani Krystyna Frei
Krystyna z Witkiem i Olą
Podziękowania
Laurka i klubowa koszula